Obora

Obora

Promocja i Reklama

Kapsrówka była małą wsią, gdzieś w Polsce B. Wszyscy trzymali tam krowy, co było wyrazem ich buntu przeciw obecnie panującej modzie.

Obora

Nikt się tam nie ograniczał do jednego ogona, lecz trzymali całe stada, które swobodnie pasły się na licznych łąkach. Najwięcej krów miał gospodarz Waldek, który skończywszy filozofię na renomowanym uniwersytecie rozmiłował się w roli i dodatkowo zrobił doktorat z rolnictwa. U Waldka, każda krowa miała swoje własne imię i każda była dojona dwa razy dziennie. Stado zasilała też duża gromada jałówek i byków, co było dla Waldka naturalną koleją rzeczy.

Życie na Kasprówce mijało sielsko, bydło przechodziło kontrole i trawiąc produkowało metan. Mleko płynęło hektolitrami w świat, zasilając nie tylko sklepy z owadem w logo. Jedynym zmartwieniem dla hodowców była tylko zadziwiająco szybko powiększająca liczba zamykanych gospodarstw, która jak fala szarańczy zbliżała się do wsi.

Pewnego pochmurnego dnia, niczym śmiertelny znak zagłady, zjawił się w Kasprówce, jeden osobnik z posępnej armii czyhającej na hodowców i ich trzodę. Matki zabroniły dzieciom wychodzić na podwórko, krowy chowały się do obór, rezygnując z soczystej trawy. Wszyscy wiedzieli, że do wsi zawitało coś złowieszczego. Dziwny, jegomość chodził po wszystkich gospodarstwach pokazywał jakieś papiery, krzyczał i wymachiwał rękami. Na końcu zabierał wszystkie krowy i pakował do ciężarówek. Mówił, że jadą do lepszego miejsca, gdzie nie będą cierpiały przez ciągły proces laktacji, ale kto go tam wie?

W końcu zagościł u naszego gospodarza Waldka, była to akurat pora rannego dojenia. Wylegitymował się jako Jan Kowalski, naczelny weganin i rozpoczął swoja tyradę jakoby są w tym gospodarstwie łamane prawa zwierząt. Wytoczył działa, które zniszczyły innych. Po pierwsze krowy cierpią przez ciągły proces laktacji, są nagminnie gwałcone a cielęta są im odbierane, a która matka nie cierpi po stracie swojego dziecka? Po drugie krowy zostaną odebrane Waldkowi bo tak. Cała tyrada mijała w akompaniamencie żałosnego ryczenia krów, które domagały się opróżnienia napęczniałych po nocy wymion. Gospodarz Waldek, wiedział co się z nimi dzieje, wszak znał je od cielaka. Jednak naczelny weganin był nieustępliwy, ustawą rządową zatkał usta hodowcy i zabronił zbliżać się do obory. Podjechały ciężarówki po bydło, ale żadna krowa nie weszła na nie, ponieważ wszystkim z żalu eksplodowały wymiona, tylko byki i jałówki smętnie rycząc odjechali w siną dal a po Kasprówce zostały tylko białe smugi mleka.

I ja to wszystko widziałam i ku przestrodze wam przekazuje. Opanujcie się ludzie bo nie wszystko co nie wegańskie jest złem.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o