Opowiadanie o książce, która wróciła do domu - biblioteki

Opowiadanie o książce, która wróciła do domu – biblioteki

Artykuł miesiąca Prasóweczki

Zwrot akcji, którego doświadczyła, był traumatycznym przeżyciem. W końcu nie codziennie zdarza jej się stracić przytomność, a zaraz po obudzeniu zorientować, że otaczająca ciemność nie jest taka sama, jak w przypadku nagłej pobudki w środku nocy. Brak słów. Milczała takim milczeniem, jak mysz pod miotłą.

Opowiadanie o książce, która wróciła do domu – biblioteki

 

Duszności działały na nią usypiająco. Prawdopodobnie właśnie z ich powodu tak intensywnie nie odczuwała niewidocznych, a mimo to piekących podrażnień na swojej delikatnej, mlecznej, otulonej w blasku czerni, skórce. Pod szelestem folii, a reszty ściskającego zewsząd pakunku, głuchy dźwięk silnika męczył ją znacznie bardziej niż pozostałe elementy ograniczające swobodę. Wstrząs, ciemność, silnik, szelest i tak w kółko.

Sztywniała ze strachu, ale to nie odbiegało od normy. Zawsze sprawiała wrażenie bycia sztywną, nawet przed ukończeniem pierwszego roku życia. Już wtedy przesiadywała w bibliotekach, nawet tych najmniejszych, ciesząc się otoczeniem książek. Trzymała się blisko horrorów, by nie zapominać smaku grozy. Teraz próbowała zamknąć się w sobie. Samochód, bo była niemal pewna, że znajduje się w maszynie tego rodzaju, w bagażniku, zatrzymał się. -To już koniec – pomyślała. Wszystko dookoła ucichło. Narastające napięcie, prześmiewcza cisza. Tym razem już nie warkot silnika, a duszność stała się główną przeszkodą do zachowania resztek zmysłów. Nieustannie rozkwitającemu strachowi, teraz towarzyszyła złość i nienawiść. Całe życie przekazywała swoją rozległą wiedzę, a wisienką na torcie zafundowaną przez los, okazało się jej porwanie nieidące w parze z zaklasyfikowaniem do najprzyjemniejszych przeżyć.

Stało się. Została wyjęta z maszyny. Nadal jej nie widziała, więc nie mogła stwierdzić, czy to faktycznie samochód. Niosła ją pojedyncza osoba. To pewne. Mężczyzna, bo tylko mężczyzna może wydawać z siebie takie charczenie.
-I jeszcze to natrętnie grzmocące stąpanie – nie wytrzymała.
Dźwięk otwierających się drzwi. Przypomniała sobie bliskich. -Koniec trasy – wydobył z siebie cichym, acz mniej chrapliwym głosem niż przedtem, mężczyzna. Poczuła zrywanie oplatającego ją materiału. W rezultacie odetchnęła pełną piersią. Pękające opakowanie strzeliło wniebogłosy. Ponad to dostrzegła, iż trzyma ją bibliotekarz. Ten sam, który zawsze odkładał na konkretną, jej własną, półkę – w miejsce, gdzie znajdowała się masa jej podobnych. Rodzina. Powrót do swoich. W końcu. Serce bijące coraz szybciej, a w tle:
-Siedemdziesiąt złotych się należy. Sklejanie trzonu, czyszczenie.
Odwróciła się dostrzegając otyłego jegomościa w brązowym kapeluszu.
-Oczywiście, proszę bardzo. Solidna robota.
-Polecam się na przyszłość.
Facet odszedł, a znajome dłonie ujęły Damę obustronnie, począł stawiać kolejne kroki w kierunku zbiorów pisanych.
Powiew sytości, serce dzwoniące biciem niesłychanym. Bibliotekarz odłożył ją na miejsce.
Cieszyła się. Z jej półki widać było znajomą Biblię. Szczerzyła uśmiech szeroki i okrągły, niczym płaszczyzna koła słonecznikowego.
Widziała zmarszczoną z zaniepokojenia okładkę i krzyknęła:
-Kocham Cię, Biblioteko! – …zasnęła.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o